Referendum w Bytomiu w sprawie odwołania władz miasta nie dojdzie do skutku. Inicjatorzy referendalnej akcji zebrali ponad 12 tysięcy podpisów, ale spora ich część została zakwestionowana przez komisarza wyborczego. Na listach znalazły się dane osób zmarłych, co nadaje sprawie poważnego charakteru. Prezydent Mariusz Wołosz zapowiedział zgłoszenie sprawy do prokuratury. 

Grupa referendalna musiała zebrać w Bytomiu co najmniej 10 627 ważnych podpisów, żeby referendum w sprawie odwołania władz miasta doszło do skutku. Pomimo tego, że inicjatorzy dostarczyli do delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Katowicach ponad 12 tysięcy podpisów, to wymagany próg nie został osiągnięty. Aż 4621 podpisów zostało uznanych za nieważne. 

Największe kontrowersje w całej sprawie budzi fakt, że na listach znalazło się aż 179 podpisów osób zmarłych. Inne zawierały błędy formalne, takie jak: brak danych, nieczytelne wpisy czy nieprawidłowe numery PESEL.

- Świadomi, kto i jak zbierał te podpisy, składamy zawiadomienie o podejrzeniu fałszerstwa. Żądamy też zabezpieczenia oryginałów list – oświadczył dziś rano prezydent Bytomia, Mariusz Wołosz. Jak podała rzeczniczka bytomskiego magistratu, Małgorzata Węgiel-Wnuk, dokument trafił do prokuratury po 10:00. Za takie przestępstwo grozi do 5 lat więzienia.

KOMENTARZE