Co roku, od pięciu lat w rocznice katastrofy przychodzi uczcić zmarłych kolegów. Podobnie jak rodziny 65 ofiar chorzowskiej tragedii. 28 stycznia 2006 roku, na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich doszło do jednej z największych tragedii budowlanych w kraju. Pod naporem śniegu runął dach, największego pawilonu. Ostateczną liczbę zabitych poznano dopiero 14 lutego, wówczas wydobyto ciała ostatnich poszkodowanych. Wśród ofiar znaleźli się Polacy, trzech Czechów, dwóch Słowaków, Belg, Niemiec, Holender i Węgier.
W kulminacyjnym momencie akcji ratowniczej - między pierwszą a drugą w nocy - na miejscu pracowało ponad 1300 osób: strażaków, ratowników górniczych i medycznych, policjantów, GOPR-owców, żołnierzy oraz żandarmerii. W akcji udział brali także strażacy z rudzkich jednostek.
Świadkowie zdarzenia podkreślają, że ofiar mogłoby być zdecydowanie więcej, gdyby dach runął w okolicach południa. A sama akcja ratunkowa utrudniona była przez panujące na zewnątrz warunki. Michał Świerszcz, lekarz pogotowia ratunkowego podkreśla że najważniejsza kwestia w organizacji pomocy jest podejmowanie szybkich i zdecydowanych decyzji. Na miejscu należy bowiem w sprawny sposób określić skalę zdarzenia, rannych pogrupować według wcześniej określonej reguły oraz wezwać ewentualną pomoc.
W marcu 2008 roku komisja powołana do zbadania przyczyn katastrofy uznała, że głównymi przyczynami zawalenia się dachu były błędy projektowe i konstrukcyjne oraz nadmierne zaleganie na jej dachu śniegu. Biegli, powołani przez prokuraturę uznali, że na dachu zalegał śnieg o ciężarze około 190 kg na m kw.
W maju 2009 r. ruszył proces, w którym oskarżonych zostało 12 osób, m.in. byli szefowie spółki MTK, projektanci hali i szefowie firmy, która była generalnym wykonawcą obiektu. Jedna z osób, której przedstawiono zarzuty, dobrowolnie poddała się karze. Większość rodziny ofiar, mimo kolejnej rocznicy nadal czeka na odszkodowania.