W Polsce występuje obawa, że za 10 czy 20 lat, z powodu suchego lata, może nam zabraknąć wody w kranach. Eksperci uspokajają, że oceany i morza zajmują ponad 70 procent powierzchni naszej planety, a odsalanie i uzdatnianie wody morskiej idzie nam coraz lepiej.

Woda na Ziemi jest przede wszystkim słona. Zdatna do picia słodka woda – zgromadzona w zasobach powierzchniowych i podziemnych – stanowi tylko ok. 3 proc., z czego na dodatek 2/3 stanowi pokrywa lodowa obu biegunów. Około 1/3 zasobów słodkiej wody jest z kolei zgromadzonych w naturalnych zbiornikach podziemnych. Dla porównania w rzekach, jeziorach i zbiornikach retencyjnych jest jej raptem nieco ponad 1 proc.

Co istotne, woda jest nie tylko podstawą życia na Ziemi, ale i podstawą funkcjonowania całej gospodarki, surowcem niezbędnym w produkcji żywności i przemyśle. Dane Fundacji Aeris Futuro i Rankomat.pl (kampania „Poznaj swój ślad wodny”) pokazują, że do produkcji 1 kg pomidorów potrzeba ok. 214 l wody, 1 kg ryżu – prawie 2,5 tys. l, a 1 kg wołowiny – 15,5 tys. l wody. Wysoce wodochłonna jest też m.in. produkcja ubrań, szkła czy stali. Jednak w globalnej skali problemem zaczyna być zaostrzający się kryzys wodny, który jest pochodną zmian klimatu. Według ONZ już w tej chwili na niedostatek wody cierpi ponad 40 proc. światowej populacji i ten odsetek będzie rósł. Za kilkanaście lat problem może dotyczyć również Polski.

– To nie oznacza, że zabraknie nam wody pitnej. Natomiast zużycie wody w zastosowaniach przemysłowych i domowych ciągle rośnie, na co nakłada się niepoprawne gospodarowanie i zmiany klimatyczne. Wszystko to powoduje, że tej wody dostępnej w Polsce jest coraz mniej – mówi Oleg Stasiewicz, prezes zarządu Aquaphor Poland.

W Europie średnia ilość wody przypadająca na jednego mieszkańca wynosi ok. 5 tys. m³ rocznie. W Polsce jest ona prawie trzykrotnie niższa i wynosi 1,8 tys. m³ wody. W okresach suszy jej ilość spada nawet do 1,1 tys. m³, czyli dużo poniżej progu tzw. stresu wodnego – wynika z raportu opracowanego przez Koalicję Żywa Ziemia we współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla i WWF Polska. W wykorzystaniu odnawialnych zasobów wodnych największy udział – 70 proc. – ma rolnictwo. Na drugim miejscu jest przemysł (20 proc.), a na trzecim – wykorzystanie wody na cele komunalne (10 proc.). Z kolei przemysł przoduje w wykorzystaniu wód z poboru (70 proc.), a następnie gospodarka komunalna (20 proc.) oraz rolnictwo i leśnictwo (10 proc.).

Co istotne, każdy z tych sektorów gospodarki niemal co roku cierpi wskutek suszy (atmosferycznej, glebowej albo hydrologicznej), która nawiedza Polskę regularnie od lat. Ubiegłoroczna wystąpiła na ponad 90 proc. terytorium kraju, a rząd przeznaczył miliony złotych na pomoc dla poszkodowanych rolników i hodowców. Z analiz PGW Wody Polskie wynika, że 45 proc. terenów rolnych i leśnych na terenie całego kraju jest zagrożonych występowaniem suszy rolniczej. 

Mimo to – jak podkreślają PGW Wody Polskie – wody pitnej w Polsce nie zabraknie. Choć w okresie suszy występują czasowe ograniczenia w dostawach (najbardziej spektakularne braki wystąpiły w 2019 roku w Skierniewicach, kiedy wody zabrakło w kranach), to ich główną przyczyną jest na ogół spadek ciśnienia w wodociągach spowodowany podlewaniem przydomowych trawników i ogródków. Na końcu sieci wodociągowej zaczyna brakować odpowiedniego ciśnienia, bo woda zdatna do picia jest wylewana strumieniami na trawę. W ostatnie upalne lata włodarze miast i gmin apelowali o bardzo wstrzemięźliwe korzystanie z kranówki.

Aby przeciwdziałać skutkom suszy, w zeszłym roku rząd przyjął też Program Rozwoju Retencji. Dziś utrzymuje się ona na poziomie ok. 6,5 proc. Aby zgromadzone zasoby wodne zaspokoiły wszystkie potrzeby ludzi, gospodarki i środowiska, retencja w Polsce powinna być przynajmniej dwa razy wyższa niż obecnie. Zgodnie z rządowym programem jej poziom ma więc wzrosnąć do 15 proc. w 2027 roku. Dla porównania w Hiszpanii retencja jest na poziomie ok. 40 proc.

– Myślę, że problem braku wody w Polsce jest nieco przesadzony. Polska dysponuje ogromnymi zasobami wód podziemnych. W odróżnieniu od innych krajów Europy wykorzystujemy je w bardzo niewielkim zakresie. Zazwyczaj korzystamy z wód powierzchniowych, czyli rzek i jezior, a pod ziemią wciąż mamy ogromny potencjał. Mamy też potencjał, jaki niesie ze sobą racjonalna gospodarka wodą i tworzenie zbiorników retencyjnych – mówi prezes Aquaphor Poland.

Według danych PGW Wody Polskie pobór wód podziemnych wynosi ok. 7 mln m³ na dobę, co stanowi niecałe 21 proc. całkowitych dostępnych zasobów. Rezerwy wód podziemnych wynoszą zatem ponad 79 proc. zasobów dostępnych do zagospodarowania – to ogromny rezerwuar słodkiej wody. Jest on jednak zasilany opadami, czyli poziom tych wód jest uzależniony od ilości i częstotliwości opadów deszczu i śniegu. Eksperci Fundacji im. Heinricha Bölla wskazują zaś, że w ostatnich kilku latach poziom wód gruntowych w Polsce obniżył się o ok. 2 m, a zasoby nie odnawiają się w takim tempie jak dawniej, do czego przyczyniają się postępujące zmiany klimatu.

Prezes Aquaphor Poland wskazuje jednak, że mimo wszystko wody pitnej nie powinno nam zabraknąć, ponieważ jedną z alternatywnych metod jej dostarczania jest odsalanie wody z Bałtyku. Takie technologie szeroko wykorzystuje się już na całym świecie.

– Jeżeli mówimy o pozyskiwaniu wody z Bałtyku, to cały szereg firm – w tym nasza – ma już technologie odsalania morskiej wody, które są wykorzystywane m.in. w Szwecji, Niemczech, Danii i w innych krajach nadbałtyckich – wyjaśnia Oleg Stasiewicz. – Tak pozyskiwana woda może być wykorzystywana do wszelkich zastosowań: poczynając od rolnictwa i podlewania roślin, a kończąc na zastosowaniach przemysłowych i domowych. Przy odpowiednim poziomie uzdatniania możemy ją traktować jako wodę pitną.

Jak podkreśla, technologie uzdatniania wody morskiej są już w tej chwili na tyle zaawansowane, że pozwalają zaopatrywać w wodę pitną całe gospodarki. Dobrym tego przykładem są Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska czy Izrael.

– One wykorzystują instalacje uzdatniania w bardzo dużym zakresie. To są ogromne technologiczne ciągi, dzięki którym woda zamienia się ze słonej w pitną – podkreśla prezes Aquaphor Poland. – Polska ma tę przewagę, że ma dostęp do Morza Bałtyckiego, a ono jest mniej słone niż inne morza czy oceany. Dzięki temu odsalanie wody z Bałtyku jest prostsze, więc wszystkie technologie do uzdatniania wody morskiej, które działają w innych krajach, możemy wykorzystywać też w Polsce.

Aquaphor odsala morską wodę z Bałtyku m.in. na potrzeby gdańskiej Stoczni Remontowej, która rocznie projektuje i buduje ok. 200 statków, okrętów wojennych, platform wiertniczych i innych dużych konstrukcji morskich. Taka działalność wymaga dużej ilości świeżej wody. Ponieważ podłączenie do lokalnych sieci miejskich byłoby skomplikowane i podniosłoby całkowity koszt prac, odsalanie wody morskiej uznano za bardziej korzystną alternatywę. Stocznia skorzystała z rozwiązania Aquaphor Professional RO, szeroko stosowanego też przy innych projektach w rejonie Bałtyku.

Jak podkreśla prezes spółki, technologie oczyszczania wody z Bałtyku to tylko jeden z obszarów, na których rozwój kładzie ona nacisk. Dynamiczny wzrost notuje m.in. w sprzedaży innego typu rozwiązań do uzdatniania wody do wykorzystania w przemyśle i gospodarstwach domowych.

– Planujemy rozwój w systemach przemysłowych, które pozwalają zakładom i rolnikom oszczędzać wodę, ale również planujemy bardzo szybki rozwój w zakresie urządzeń domowych, a przede wszystkim systemów podzlewowych, które zastąpią w krótkim okresie dzbanki filtrujące – wymienia Oleg Stasiewicz. – Dostarczamy coraz nowsze rozwiązania, dzięki którym woda jest lepsza. W ubiegłym roku kupiliśmy w Polsce magazyny oraz biuro, mamy tu już swoją lokalizację i cały czas planujemy dynamiczny rozwój poprzez wprowadzanie nowych produktów do zastosowań domowych i przemysłowych.

Źródło: Newseria

KOMENTARZE